"Świat bez dzieci byłby jak niebo bez gwiazd"
św. Jan Maria Vianney

Historia

Zaczęło się całkiem spontanicznie… ktoś rzucił hasło… ktoś je podchwycił… ktoś zmontował ekipę. Tych „Ktosiów” łączyło jedno, a może i wiele. Dziś z perspektywy czasu mogę napisać, że motorem działań był mój Tata, który swoją miłością i osobowością pociągał i przyciągał jednocześnie odpychając. Właśnie tak, odpychając… Na czym to sprzeczne zjawisko polegało? Tata był człowiekiem raczej „wielkiej” postury, a głos miał „słowiczy”, jak to mówili jego współpracownicy. Na zdrowy rozum i oko, surowość powinna dystansować, przynajmniej dzieci, a było wręcz odwrotnie. Dzieciaki lgnęły do Taty wyczuwając ukryte ciepło i szacunek dla drugiego człowieka, bez względu na jego status materialny, przekonania i „otarcia” życiowe.

Dzieci, dzieci, dzieci…jaki im pomóc zaakceptować życie z wszystkimi jego zakrętami i wybojami, jak przygotować młodego człowieka do starcia z bolesną nie raz rzeczywistością, której przecież nie jedno z nich już doświadczyło? Takie pytania i wiele podobnych z pewnością i dzisiaj są aktualne, bo ludzie, którym los krzywdzonych i doświadczanych nie jest obojętny, działają wśród nas. W „tamtych” czasach, bo był to rok 1997, pomysłem na „terapię” były kolonie dla dzieci z rodzin, których zwyczajnie nie było stać na taki „luksus”. Zorganizowanie takie przedsięwzięcia było nie lada wyczynem, ale… udało się, bo dla chcącego nic trudnego! Pierwszą bazą kolonijną stało się urocze Ruciane- Nida, a konkretniej- „zanocowaliśmy” na dwa tygodnie w budynku przy kościele pod wezwaniem Matki Boskiej Ostrobramskiej.

Tak właśnie pod czujnym okiem ks. Stanisława Ławrynowicza dzieciaki z Chorzowa spędziły cudowne dwa tygodnie na koloniach zorganizowanych przez Parafialne Koło Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Archidiecezji Katowickiej z siedzibą przy parafii pw. Świętej Marii Magdaleny w Chorzowie. Autobusem wiózł nas pan Arkadiusz Gietek, który pochodził z miejscowości Pisz, na Mazurach oczywiście. Jego zadaniem było przywieźć z Rucianego dzieciaki z parafii Świętego Józefa w Chorzowie, a nas zabrać na upragnione kolonie. Zadanie wykonał koncertowo, tym bardziej, że autobusem jechały też garnki, śpiwory, kapusty, marchewki, worki ziemniaków z całą gromadą roześmianych dzieciaków. Za autobusem dzielnie podążało „żuczek” załadowany po dach…czego tam nie było? Od sztućców po piecyk gazowy i taboret, ale nie taki do siedzenia, ale do zupy gotowania. Co za radość wybuchła po dotarciu na miejsce, wiemy tylko my- uczestnicy tej nietypowej eskapady! Zamieszkaliśmy w domku, którego kawałek dachu widać na zdjęciu w dolnym lewym rogu- wygląda nieśmiało zza zieleni. Chłopcy rozgościli się na parterze blisko kuchni i jadalni (wiedzieli, gdzie się zakręcić, a dodatkową atrakcją było spanie na materacach), dziewczynki zaś rozlokowały się na wersalkach i tapczanach na piętrze naszej rezydencji. No i się zaczęło…
Obserwowałam dzieciaki z perspektywy garnka z gotująca się zupą lub znad worka obieranych ziemniaków nieco zazdroszcząc im takiego wypoczynku, co sprawiało, że razem z Tereską (za pierwszym razem z Tereską Tlatlik, za drugim pobytem w Rucianem- z p. Tereską Drobek- Ja to mam szczęście do Współpracowników!!!) wymyślałyśmy coraz to smaczniejsze smaczności. A działo się, działo…bo szalone kucharki postanowiły uczcić urodziny jednego kolonisty i… zrobiły chyba z 15 tortów! A że szalone pomysły są w ekspresowym tempie realizowane- to wiadomo nie od dzisiaj! Podobnie się miało z kluskami śląskimi na niedzielny obiad.
Ponieważ honorowy patronat nad niedzielnym obiadem objął ks. Stanisław życząc sobie klusek śląskich, został zaciągnięty również do pracy. Nie ma niczego za darmo! Siedzieliśmy sobie całą kadrą przed budynkiem strugając kartofle do wielkich wanienek, a z okna fary drze się Ksiądz Gospodarz:
- A co Wy tam po nocy robicie?
- A kartofle obieramy!
- A na co?
- A na kluski!
- A na co tyle?
- A na dużo klusek!
- A dla mnie się ostanie?
- A jak Farorzyk se przyjdzie kartofli poobierać!

No i nie minęły trzy minutki, jak ks. Stasiu z nożem w garści wywijał obertasy z kartofelkami, a śmiechu było co niemiara, tylko staraliśmy się nawzajem uciszać, żeby dzieci nie pobudzić, bo to już była pora… niedzielna! A kuchary wzięły się za bary i całą noc kapustę gotowały, kluchy rano ulepiły i razem z dziećmi na mszy były. To był obiad jak się patrzy, z małym „zoonkiem”, bo x. Stasiowy pomyliły się kluski śląskie z tartymi i był nie pocieszony, ale nie daliśmy się! Z kucharkami śpiącymi na stołach w śpiworach nie wygrasz, bo to Twardzielki nie z tej ziemi! A kiedy odwiedził nas na Mazurach ksiądz Jarosław Oleś – Polska! i polował na szerszenia z młotkiem albo „wczuwał” się w aromatyczny pokój chłopców (skarpetownia)… Że nie wspomnę samochodu ks. Gospodarza „udekorowanego” w musztardę i papier toaletowy, którym nieświadomy zajechał pod sklep na zakupy… albo pamiętny „znak pokoju”, gdy ksiądz Stanisław wystrzelił jak z procy od ołtarza, żeby się pojednać z jedną z kolonistek, z którą wspólnie „darli koty”… Przygód na koloniach było po pachy, a nawet po sam czubek nosa! Można by było opisać je i ubrać w szykowną okładkę książki, ale WWSC! (dla ciekawskich Szyfrołamaczy: Wszystko W Swoim Czasie- czyli plany są!)

Co jest najważniejsze i nie do ruszenia? Co tydzień od 1998 na Wejsunach jest odprawiana przez ks. Stanisława Ławrynowicza Eucharystia w intencji dzieci i wychowawców, uczestników naszych kolonii!!! Tutaj czas nie ma znaczenia!!! To jest modlitwa za Was!!! Mocna sprawa!!!

W każdym razie w 1997 i 1998 roku bawiliśmy się przednio na niezapomnianych koloniach w Rucianem-Nida!!! Wypadało by wymienić skład kadry, która towarzyszyła dzieciom w czasie tych dwu lat.
Oto oni:
Władysław Cyganik- kierownik kolonii
Gabriela Cyganik- wychowawca (znana jako katechetka)
Monika Wichary- pielęgniarka
Małgorzata Marzec- wychowawca
Helena Janasik- wychowawca
Aleksandra Leśniak- wychowawca
Teresa Tlatlik- kucharka (1997)
Teresa Drobek- kucharka (1998)
Ania Cyganik- kucharka (1997 i 1998).

W 1999 roku odpoczywaliśmy na koloniach w Zawoi, z których wróciliśmy z plecakami pełnymi wrażeń. Kolejnym przystankiem kolonijnym został Ośrodek Charytatywny dla Dzieci i Młodzieży Caritas w Kołobrzegu pod wezwaniem Aniołów Stróżów, przy ulicy kiedyś Kasprowicza 7, a obecnie Aniołów Stróżów 1. Jak dobrze liczę będziemy na koloniach u księdza Piotra Popławskiego już 12 raz… Policzcie sami- pierwsze kolonie nad Bałtykiem to rok 2000… a jesteśmy w 2013… Kopę wspaniałego czasu wakacyjnego!!! „Ile nam się tutaj zdarzyło…” chciałoby się zaśpiewać razem z Andrzejem Sikorowskim…no to śpiewajmy !!! „… i przyjaciół dokoła jest w brud, po królewsku gotuje tu kuchnia, dziękujemy za Wasz trud. I choć łezka w oku się kręci…” Tak, tak…Na początku tj. od 2000 roku, jeździliśmy z dziećmi z ramienia Parafii pw. Świętej Marii Magdaleny w Chorzowie Starym, pod czujnym i czułym okiem księdza proboszcza Edwarda Chmiela.

Oto tradycyjnie przedstawienie kadry (tylko bez podziału na lata, bo się zapętlę):
Władysław Cyganik- kierownik kolonii
Gabriela Cyganik- wychowawca (katechetka bez zmian)
Beata Jędrzejczyk- pielęgniarka
Brygida Kamińska - pielęgniarka
Jolanta Bargiela- pielęgniarka
Magdalena Kozak- wychowawca
Maria Czempka - wychowawca
Andzia Oleś- wychowawca
Marek Kleinert- ratownik WOPR
Alicja Cyganik- wychowawca
Ania Cyganik- wychowawca/ kierownik kolonii

A że postanowiliśmy się usamodzielnić, dorosnąć, od 2011 roku organizujemy wyjazdy kolonijne i zimowiska z ramienia „WładCy” Fundacji Wspierania Dzieci z siedzibą w Chorzowie, co już oczywiście wiadomo z naszej stronki.
Kołobrzeg i Zakrzów królują „WładCy” na czele z Gabkiem. Skąd pomysł Fundacji o takiej nazwie i taki spektrum działania? Kontynuujemy działania „długofalowe” co nakreślone jest w powyższej historii i nie dajemy się wpływom niepożądanym. Morfologia nazwy: Wład- Władysław, Cy- Cyganik, co daje „WładCy”. Pozostały człon nazwy jest w miarę czytelny, jeżeli nie- to powiększymy czcionkę! Co do Gabka, to miks imion Gabrieli i Władka! Proste? Proste!
Oczywiście „w miarę” aktualny skład kadry zimowiskowo-kolonijnej (bez podziału na rodzaj wypoczynku):
Gabriela Cyganik- wychowawca (niezmiennie)
Jolanta Bargiela- pielęgniarka (niestrudzona)
Rafał Zimoch- wychowawca (debiutant)
Alicja Cyganik - wychowawca (weteran)
Ania Zimoch- kierownik wyjazdów wszelakich

A historia... się kręci...

Pozdrawiamy i zachęcamy do współpracy!!!
Gabek z Ekipą Pozytywnie Zakręconych Wolontariuszy

Copyright © 2016 WładCy / Designed by liwosc